Wystawiam środkowy palec do monitora, do ekranu telefonu, do swoich myśli i do miejsc w których byłam.
Można się nazwać 'survivor', bez polskiego ładnego odpowiednika, no ale nie wiem, czy survivor płacze do snu, trzęsie się po obudzeniu, a jedynym lekarstwem na strach jest wieczne wkurwienie.
Przewracam oczami przy najprostszych rzeczach, które sobie muszę od nowa tłumaczyć, no bo ja pierdolę
- to nie działa tak, że jak się raz miało przelotny romans, to potem do końca życia trzeba się zawsze zgadzać na seks z partnerem, odpłacając za poświęconą uwagę
- to nie działa tak, że błędy w jednej sferze życia umniejszają dokonania w innej
- to nie działa tak, że nawet gdybym zrobiła to wszystko, o co byłam oskarżana, straciłabym szacunek ludzi do końca życia
- to nie działa tak, że można robić komuś krzywdę, fizycznie i psychicznie, nawet jak się ma ku temu najważniejsze powody na świecie
- to nie działa tak, że jak się komuś wmówi swoje własne cechy i potem za nie opierdoli, i ten ktoś przeprosi, to też ma się wybaczone
I tłumacząc sobie wszystkie te i milion innych, wypisywanych skrzętnie w ramach terapii, normalnych rzeczy od nowa (a nawet jeszcze nie doszłam do tych, co do których sprawa jest trudniejsza i bardziej pojebana), proszę - 'chciałabym, żebyś zginął' zmieniło się na 'chciałabym, żebyś zgnił zamknięty w psychiatryku', a potem w 'chciałabym, żeby ktoś ci pomógł'.
No i tak - dzięki, że moja naiwność może nie została zabita, ale radar na białe kłamstwa wyostrzony, to się teraz śmieję pod nosem, chociaż nic nie powiem ("bo ja nie umiem z kimś być", pfffff)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz