Moje prywatne rozdzielenie praktykuję niezmiennie od lat. Pierwsza Kinga płacze w restauracji nad jeziorem, bo są takie słowa, o których by mogła opowiedzieć, ale jeszcze nie umie - jak wiadomość, którą zna na pamięć i czytała przed każdym ważniejszym wydarzeniem. Druga Kinga pcha pierwszą Kingę w dobro, opisuje nasz idealny dzień z przyszłego roku w czasie teraźniejszym (okazuje się, że wcale aż tak bardzo się nie różni od tego, co mamy), wróżkuje i wierzy, że istnieją super moce.
Obydwie jesteśmy dla siebie czułe, jak pierwsza Kinga płacze w restauracji nad jeziorem, to mówi przyjacielowi „dziękuję” a nie „przepraszam, bardzo mi wstyd”. Drugiej Kindze coraz łatwiej przychodzi przyznanie, że nie wie i że nie umie.
Mieszkając na planecie szczęśliwych cukierków nie mogę tak do końca być już Smutną Dziewczyną, bo teraz z każdym moim smutkiem przychodzi też bardzo realna świadomość, że to przejdzie. Tamten przeszedł, ten też przejdzie. Jesteśmy dla siebie czułe, bo jak płaczemy pod prysznicem, to nie myślimy sobie „ale jestem idiotką” tylko „dasz radę, misia”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz