Miało być inaczej, miałam się zatopić w pracy i zastanawiać nieprzerwanie nad jakimś sensem tego czy tamtego, a tymczasem wszystko diabli wzięli, bo się znowu głupio zakochałam i nic oprócz pisania nie pozostaje. Rozdział zwyczajowy - na szczęścia zeszyt, na smutki internet. Pani psycholog mówi, żeby się na siebie za to nie wkurzać no i oczywiście ma rację, a jednak drażni dumę ten ból istnienia cudny, no bo niby zakochanie nieszczęśliwe, nieodwzajemnione, niewypowiedziane, a jednak był ten uśmiech posłany mi ze sceny na balkon, a potem "to może wy sobie usiądźcie tu, a my, Kinga, tam we dwójkę", to się poczułam taka ważna i potrzebna.
I co.
Miało być tak, jak jest. Miałam być sama, jestem sama. Chodzę do kina, rozmawiam, spaceruję. Zostawiam telefon w samochodzie, oglądam kreskówki w łóżku, planuję wydatki, słabo oszczędzam. Jesień jest piękna, a życie dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz